← Blog

Stanisław Wokulski okiem psychologa: dlaczego system edukacji nazywa obsesję miłością?

Stanisław Wokulski okiem psychologa: dlaczego system edukacji nazywa obsesję miłością?
Zdjęcie: Kino Świat | Film Lalka 2026

Zastrzeżenie: Diagnozowanie postaci literackiej sprzed ponad stu lat to oczywiście intelektualny eksperyment, a nie ścisła ocena kliniczna. Warto jednak potraktować Wokulskiego jako fascynujące studium przypadku i zadać ważne dla Narodu pytanie: czy główny bohater „Lalki” miał zdrowe wzorce budowania relacji? Obraz, jaki wyłania się z powieści, daleki jest od romantycznej bajki – to raczej wnikliwy opis głębokiego kryzysu psychicznego i toksycznych schematów nie tylko bohatera, ale całej epoki.

Depresja, mania czy echo traumy?

Zachowanie Wokulskiego wymyka się prostej klasyfikacji, jednak jego trajektoria życiowa układa się w wyraźny wzorzec skrajnych wahań nastroju. Z jednej strony obserwujemy u niego zachowania przypominające stany hipomaniakalne w chorobie afektywnej dwubiegunowej (ChAD). Okresy budowania fortuny w Rosji i Bułgarii to czas nadludzkiej energii, zredukowanej potrzeby snu, pędu do działania i podejmowania ogromnego ryzyka finansowego. Z drugiej strony, po powrocie lub w reakcji na odrzucenie, Wokulski zapada się w epizody ciężkiej depresji – doświadcza apatii, anhedonii (utraty zdolności odczuwania przyjemności) i paraliżu decyzyjnego, co ostatecznie kulminuje w próbie samobójczej. Nie był to obraz tak zwanej w tamtych czasach "melancholii", czyli stanów obniżonego napędu życiowego, czy nawet Weltschmertzu, lecz głęboki kryzys psychiczny.

Nie można tu pominąć ogromnego bagażu doświadczeń. Zesłanie na Syberię, utrata towarzyszy broni i drastyczne warunki życia ukształtowały w nim objawy przypominające złożony zespół stresu pourazowego (cPTSD). To właśnie ta nieprzepracowana trauma i poczucie chronicznego wyobcowania zbudowały w nim dojmującą wewnętrzną pustkę, którą próbował za wszelką cenę czymś wypełnić. Choć ze względu na carską cenzurę Prus nie mógł wprost opisać wojennych flashbacków, trauma Wokulskiego manifestuje się w jego głębokiej alienacji i desperackiej potrzebie zapełnienia wewnętrznej pustki nierealnym ideałem.

Zapalnik i anatomia limerencji

Wracając do Izabeli - jak w ogóle zaczęła się ta fiksacja? Wokulski nie zakochuje się w Izabeli w procesie naturalnego poznawania drugiego człowieka. Wpada w obsesję w ułamku sekundy podczas wizyty w teatrze. Jest to moment, w którym znajduje się w stanie głębokiego wygłodzenia emocjonalnego po latach jałowego emocjonalnie, zawartego z rozsądku małżeństwa. Jego psychika chwyta się widoku posągowej arystokratki jak koła ratunkowego.

To podręcznikowy przykład tak zwanej limerencji – stanu obsesyjnego zauroczenia, w którym obiekt zostaje całkowicie wyidealizowany i raczej przypomina check-listę zakochanego niż realnego człowieka. Przy czym realny obraz tej osoby nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Wokulski zamiast szukać bliskości i realnej relacji (lub choćmy konfrontacji ze swoimi wyobrażeniami), zaczyna (jakby powiedziała młodzież) odklejać się i Izabelę osaczać z ukrycia. Wykupuje weksle jej ojca, celowo przepłaca za rodowe srebra i podstawionymi ludźmi przejmuje ich kamienicę. Wynajmuje widzów, by oklaskiwali aktora, którym zachwyca się Izabela, i w tajemnicy uczy się angielskiego, wyłącznie po to, by móc podsłuchiwać jej prywatne rozmowy. To nie są gesty miłości – to kompulsywna potrzeba absolutnej kontroli i uzależnienia od siebie drugiego człowieka.

Perspektywa Izabeli – ofiara, a nie „zimna lalka”

W odbiorze tej historii ogromną rolę odgrywa to, jak Bolesław Prus skonstruował narrację. Jako uczniowie słuchaliśmy wszyscy interpretacji o zimnej kobiecie i zakochanym mężczyźnie, bo książka jest napisana w taki sposób, byśmy naturalnie współczuli Wokulskiemu. Czytelnik ma pełny dostęp do jego wewnętrznego bólu, szczerych intencji i rozdarcia, przez co łatwo nam usprawiedliwić fakt, że regularnie przekracza on granice - zresztą zarówno Izabeli, jak i także swoje.

Jeśli jednak odwrócimy perspektywę okazuje się jednak, że Izabela Łęcka jest w tej relacji ofiarą specyficznej przemocy finansowej. Jej dystans, wyrachowanie i ucieczka w flirt z innymi mężczyznami – zachowania, za które czytelnicy tak surowo ją oceniają – to w dużej mierze naturalne mechanizmy obronne. Izabela żyła w epoce, która nie dawała kobietom niemal żadnej niezależności. Zamążpójście było transakcją, a kobieta i mężyczna byli towarami, których wartość oceniała giełda towarzyska. Izabela broniła się przed obcym mężczyzną, który krok po kroku, za pomocą agresywnych finansowych ruchów, próbował ją „kupić” i przejąć kontrolę nad jej rodziną. Używała jedynych narzędzi oporu, jakimi dysponowała w ówczesnych realiach, jednak jej opcje zamążpójścia z powodu wieku kończyły się.

Dlaczego przez 150 lat wciskano nam, że to miłość?

Skąd zatem wziął się trwający przez pokolenia mit o wielkim, niespełnionym uczuciu? Winę za to ponosi specyficzny duch tamtej epoki. Surowe, XIX-wieczne konwenanse drastycznie ograniczały swobodny kontakt między kobietami a mężczyznami. Gdy brakuje przestrzeni na szczerą komunikację, ludzki umysł rekompensuje to sobie fantazjowaniem i dopowiadaniem brakujących części układanki, tworząc w głowie nierealne wyobrażenia drugiej osoby. Zarówno mężczyźni jak i kobiety musieli podejmować szybkie decyzje, a cały spektakl "starań o rękę wybranki" był do tego przewidywalny i pewnie dość nudny. Wokulski przynajmniej tym wyrósł ponad epokę, że mówił i robił niesztampowe rzeczy. Do tego musiał uchodzić za sułtana w czasach, w których na uczucia nie patrzono, a liczył się głównie pieniądz.

Swój udział w promowaniu postaw a'la Wokulski, Werter czy Hans Castrorp ma w tym również system edukacji. Przez lata na lekcjach języka polskiego pielęgnowano przestarzały, romantyczny wzorzec uczucia, w którym autodestrukcja, cierpienie i osaczanie w imię wyidealizowanego obiektu uznawane były za dowód najwyższego oddania i szlachetności. Przecież wystarczy, że on tak kocha, że prawie umiera, a nie że to nieadaptacyjne kochać kogoś, że prowadzi to do zachowań autodestrukcyjnych.

Z psychologicznego punktu widzenia czas zrewidować to podejście. Lalka to bez wątpienia wybitne studium ludzkiej psychiki i fascynujący dokument epoki, ale należy ją traktować wyłącznie jako relikt przeszłości, a nie wzorzec do naśladowania. Sposób, w jaki Wokulski buduje „relację” jest dalece niezdrowy i toksyczny dla nich obojga. To precyzyjnie opisany zapis załamania nerwowego i obsesji, która w dzisiejszym świecie wymagałaby profesjonalnego wsparcia terapeutycznego, a nie romantyzowania na szkolnych lekcjach. Warto by nauczciele o tym pamiętali 😀